Bloog życiowego malkontenta

Archiwum: czerwiec 2011

Życie na gorąco...

Jak nie zły urok – to samobójstwo...

Słusznie chyba prawili nasi przodkowie, że nieszczęścia zwykły chodzić parami. Miałem dziś piekielnie ciężki dzień – ledwo wstałem – w pracy harówka; o niczym innym nie marzyłem tak bardzo, jak o tym, by pójść w końcu do domu. Kiedy wybiła ta godzina i doczłapałem się na dworzec – spotkał mnie kolejny cios. Pociągi zostały zatrzymane... Powód: Jakaś głupia cholerna kobieta postanowiła rzucić... czytaj dalej

komentarze: 13
574747_10982826_1_big.jpg
Życie na gorąco...

Cudze chwalimy – swego nie... doceniamy...

Zamilkłem na dni parę, a to z powodu próby - wewnętrznego wyciszenia. Wyłączyłem telefon (choć od paru lat stale włączony był), nawet Gadu Gadu „wyciszyłem”... - po prostu - odciąłem się i basta. W trakcie tych paru dni urządziłem sobie seansik filmowy. Nie pamiętam już, kiedy to ostatnio (z taką przyjemnością), zagłębiłem się w malowanych na taśmie filmowej obrazach. Tematyka przeróżna – ... czytaj dalej

komentarze: 13
Życie na gorąco...

W zastępstwie ministra i ambasadora...

Dzisiejszego popołudnia postanowiłem spełnić obywatelski obowiązek krzewienia kultury polskiej... W przeciwieństwie do osób „z Urzędu” do tego powołanych, które nie robią nic – lub prawie nic w tym zakresie... Tu – Polska, jej kultura, historia – i co jeszcze chcecie – nie istnieje... Owszem, wiedzą, że polaczków pojechali (tu roku przytoczyć nie potrafią zbyt dokładnie) w obie strony i roz... czytaj dalej

komentarze: 13
Życie na gorąco...

Rutyna...

Wieczorową porą czas na ulubioną fajeczkę. Siedząc w fotelu i wsłuchując się w świergot ptaków wchłaniam właśnie aromatyczny dym, a wraz z nim - nachodzą mnie refleksje następujące:   nie ma mi kto obiadu ugotować, nie ma kto mi prania zrobić, nie mam z kim pogawędzić przy wieczornej kawce, nie ma nikogo kto przytuliłby mą łysinę do swej miękkiej piersi, nikt mnie nie kocha (prócz koci  ), n... czytaj dalej

komentarze: 14
Życie na gorąco...

Dojrzewanie w wieku średnim...

Proces wybudzania ze snu przebiega różnie i „różniście”... Bywa on miłym i błogim okresem, kiedy to otwieramy ślepka i z rozkoszą stwierdzamy, że możemy poleżeć sobie dalej; bywa i taki, w którym zrywamy się z wyra z przekrwionymi oczami i pianą na … buzi. Wczoraj przerabiałem właśnie ten drugi wariant, z dodatkową jeszcze „atrakcją” zafundowaną mi ekstra -  przez moją kocię dachową. W norma... czytaj dalej

komentarze: 12