Bloog życiowego malkontenta

Być sobą!

Kupiłem wczoraj książkę autorstwa (cholera jasna, to jego nazwisko… musiałem wstać i przynieść do stolika czasopismo -  aby je skopiować…) Michela  HOUELLBECQ’a   (o kurwa mać!) pod tytułem „Uległość”. Zakupu dokonałem dosłownie sekundy przed wyjściem do pracy – zatem dopiero jak się tam znalazłem, rozpocząć mogłem właściwą przygodę literacką. Po przeczytaniu zaledwie kilkunastu stron, wiedziałem, że wydane pieniądze nie poszły na marne!  Akcja opisana została w dość zwięzłym, reporterskim wręcz stylu; w pewnym momencie przekształcając się niemal w dziennik głównego bohatera. Krótkie i dość rzadkie dialogi służą jedynie podkreśleniu dramatyzmu akcji. Chociaż… samej „akcji” jest tam niewiele. Pisałem już, że jest to bardziej relacja z czegoś, co może się wydarzyć, gdyż akcja powieści rozgrywa się w przyszłości (dalekiej lub nie – rzecz uznania) w multi-kulturowym tyglu Francji.

Ale nie o samej książce chciałem się wypowiedzieć – pozostawiając to w gestii profesjonalnych recenzentów oraz znawców literatury.

Pragnę podzielić się własnymi przemyśleniami ”związanymi” z tym dziełem – a wywodzącymi się bezpośrednio z moich ksenofobicznych oraz ”semi” ­– rasistowskich poglądów.

(Użyłem wobec siebie tych powszechnie uważanych za negatywne określeń – gdyż sądzę, że w dobie obrzydliwego i rozpasanego liberalizmu ­­­- są one powodem do dumy).

Obawiałem się lekko (taki wiecie – dreszczyk, który pojawia się w człowieku w momencie, gdy czymś zaaferowany pozwala kierować się emocjami), jak zareaguję czytając o upadającej (na własne życzenie) cywilizacji „zachodu”  (czyli tego, z czym wielu Polaków chce się utożsamiać­) i przejęciu kontroli nad państwem (oraz jego obywatelami!) przez wyznawców islamu.

Wiem, wiem – temat wałkowany już tysiące razy – i  przez to właśnie traktowany już przez liczne grono osób jako dziennikarska kaczka. A czy pamiętacie (z lekcji historii, rzecz jasna) jakie były konsekwencje i co się „działo” w momencie upadku (cywilizacji) Rzymu? Warto odświeżyć tę wiedzę, szczerze radzę!

Ale również nie o tym chciałem…

To, o co mi naprawdę chodzi jest pytaniem, które zadałem sobie w trakcie wspomnianej wewnętrznej walki z emocjami.

Pytanie owo brzmi: Czy mnie to w ogóle (cywilizacja zachodu) powinno obchodzić?

Nie oznacza to, iż na przekór ostrzeżeniom, które sam wypowiedziałem, postanowiłem temat zlekceważyć. Spójrzcie na ten temat nieco szerzej – sięgnijcie intelektem głębiej!

Wówczas pytanie jawi się w tej formie: Czy w ogóle warto na siłę i wbrew sobie wciskać się w coś, co nie należy do nas, co zostało stworzone przez innych?

W tym miejscu należy nam się  kolejny „powrót do przeszłości” i rzewne wspomnienie o czasach kiedy my (wciąż przecież piękni) 40 i 50 – latkowie, byliśmy nastoletnimi podlotkami – i jak marzyliśmy o tym, by i u nas było jak w  „eReFeNie”… Oj, pamiętam, że wielu dałoby się zgwałcić (i to wielokrotnie…) za możliwość  bycia „tam” i „nimi”.

Nie rozumieliśmy, a dzisiaj dalej nikt zrozumieć nie chce, że wraz z blichtrem  (tylko na pokaz i dla nielicznych) dzielić będziemy (już wszyscy) także i cały związany z tym syf, smród i szambo.

Co warto podkreślić – Polacy nigdy nie potrafili dokonać mądrego wyboru!  Zawsze się w coś „wpakowali” i nie potrafili wyjść z tego „z tarczą” nawet wtedy, gdy zdawali sobie jasno sprawę, że „to” im już nie służy –  tylko oni muszą służyć „temu”.

Zbyt mocno popadamy w okazywanie „więzi” lub „solidarności” (?) z całym światem (który ma nas w dupie), zbyt wiele poświęcamy temu by być „europejczykami”  (celowo z małej litery) , która to Europa także głęboko w dupie nas ma.

Bo co to znaczy, co to jest: „europejczyk”?  Co to, do ciężkiej cholery, jest za państwo – Europa?

(Pomijając umowne zresztą oznaczenie – jako kontynentu) Co to za twór – Europa?

Kto w nim mieszka?!

My wszyscy mieszkamy!      - odkrzykną mi zaraz euro-entuzjaści, szczęśliwi z faktu że pozwala im się wjechać tam, gdzie wcześniej wstępu nie mieli…

My wszyscy, jak rozumiem – oznacza zlepek wszelkich kultur, ras i poglądów; niezależnie od tego, skąd one się wywodzą i jakie wartości wyznają…  Zlepek…

Widzieliście może kiedyś dwugłowe zwierzę? Czasem rodzą się takie wybryki natury wskutek błędu w genach…

Mają one, niezależnie od gatunku, jedną cechę wspólną – długo nie żyją…

Nigdy, w żadnym z aspektów życia,  przeciwieństwa nie tworzyły czegoś co przetrwało by próbę czasu. Przeciwieństwa nigdy nie doprowadziły do niczego innego – prócz katastrofy. Przeciwieństwa się znoszą… i to często dosłownie…

Podsumowując to wszystko – zapytam raz jeszcze: Dlaczego to próbujemy być kimś innym, a nie chcemy być tym kim jesteśmy? Sobą! Polakami!

Czy nie czas najwyższy nauczyć się czegoś od pewnego narodu, który już od zarania swego istnienia postawił właśnie na „odmienność” i nie chciał mieć nic wspólnego z owym opisanym wcześniej tworem? Nie kochani, nie o tak bardzo przez Was nie lubianym Putinie mówię – tylko o Rosjanach.

Cenię ten naród właśnie za to, że zawsze byli Sobą – odrębnym, dumnym organizmem (Państwem), kierującym się własnymi prawami i interesem. Byli po prostu, a raczej – przede wszystkim – Rosją.