Bloog życiowego malkontenta

Wieczór z...

Bywają takie chwile w życiu każdego mężczyzny, a już z pewnością człowieka (niekiedy bowiem pewne jednostki odmawiają nam przynależności do tegoż gatunku) – kiedy pragnie się on wyciszyć, usunąć, schować przed wszystkim tym, co go w... denerwuje.

Uważna rzesza czytelników mojego bloga (z pewnością) już skojarzyła, że (przynajmniej) ja - miewam czasami takie momenty, w których izoluje się od wszystkiego... No, niemal wszystkiego. Towarzystwo, w tych specyficznych chwilach, staram się dobierać bardzo starannie.

Musi ono (jeżeli dostąpi w ogóle zaszczytu jakiejkolwiek interakcji ze mną) pracować na tej samej (bądź przybliżonej) częstotliwości „duchowej”.

Tak właśnie stało się ostatniego niedzielnego popołudnia, kiedy to zniechęcony do wszystkiego – wyłączyłem wszelkie możliwe komunikatory ( z telefonem i dzwonkiem „drzwiowym” na czele), odpaliłem kanał YT i urządziłem sobie wieczór w towarzystwie...

 

Ale – na początek mały quiz, dobrze?

 

Pytanie: Czy chciałaby Pani/czy Panienka by chciała spędzić miły wieczór w towarzystwie takiego przystojnego pana?

 

                                Ted.jpg

 

Odpowiedzi (do wyboru):

 

a) Tak

  

   b) Tak, tak – bardzo!

 

     c) W każdej chwili i wszędzie

 

        d)  (opcji "d" nie ma)

 

Jak z pewnością Czytelnik spostrzegł – w odpowiedziach nie występują wersje zaprzeczające albowiem autor pytania zupełnie nie wyobraża sobie, by taka ewentualność zaistnieć kiedykolwiek mogła...

 

Wracając jednak do tematu mojego „wieczoru z”, wszystkim tym, którzy nie rozpoznali jeszcze postaci na zdjęciu - wyjaśniam i prezentuję:

 

Oto Theodore (Ted) BUNDY

seryjny morderca odpowiedzialny za śmierć kilkudziesięciu kobiet na terenie Stanów Zjednoczonych.

 

To właśnie o takich ludziach, jak on, obejrzałem tegoż wieczora kilkanaście pozycji. Był to zatem prawdziwy „wieczór z”, wieczór w towarzystwie najbardziej wykolejonych osobników z totalnie wypaczoną psychiką, jakich kiedykolwiek nosiła ta planeta.

Możecie mi wierzyć lub nie, ale ich „towarzystwo” wydało mi się „ciekawsze” od obecności - tak potocznie zwanego – porządnego człowieka...

 

A na owym wieczorku zgromadziłem naprawdę samą śmietankę.

Prócz wyżej wspomnianego - w moim domu „pojawili” się: Sean Vincent Gillis, Edmund Kemper, John Wayne Gacy, Karol Kot (nasz „znamienity” rodak), Anatolij Onoprienko, Robert Pickton i wielu wielu innych...

 

Polecam obejrzenie paru pozycji. Naprawdę pouczające!

Po takim seansie znacznie łatwiej jest człowiekowi (mężczyźnie, (a nawet i kobiecie, tak myślę)) zaakceptować samego siebie.

Taka mała chwila radości z tego, iż jest się kimś innym, choć dla innych ludzi – nie ma to w najmniejszym stopniu żadnego znaczenia.

 

Zasada ta działa także i w drugą stronę.

 

Zanim kiedykolwiek nazwiemy kogoś – kanalią lub skończonym łajdakiem – obejrzyjmy choć jeden z tych odcinków...

 

Teraz, na powrót – można wyjść ku ludziom i odpowiadać uśmiechem na...